Dzień ostatni: Veisiejai – Augustów

Obudził mnie budzik. Nie musiałem wyściubiać nosa z namiotu, żeby się zorientować jak mocno leje. Nie ma mowy. Tu mi ciepło, tu mi sucho: nie wstaję. Przetrzymam go. Poddałem się o 9-tej. Gorąca herbata na rozgrzewkę a potem pod dachem wiaty pakowanie. Najgorzej było spakować mokry namiot, ale nic nie poradzę – wyschnie następnym razem. Gdy już gotów byłem ruszyć deszcz przestał padać i dziś się już więcej nie pojawił.

Okazuje się, że ostatnią noc spędziłem w samym środku Veisiejų regioninis parkas, nad jeziorem Snaigynas. Przepiękna okolica, z mnóstwem jezior, lasów, a to wszystko w mocno pofałdowanym terenie. Przyjemnie było jechać. A jechało mi się dzisiaj wyjątkowo dobrze. Przerwa na szybkie śniadanie w Lazdijai, a potem już tylko granica i 50 do Augustowa.

Choć nie brakowało podjazdów dziwnie szybko dotarłem na miejsce. Przy fontannie na Rynku Zygmunta Augusta ogłosiłem koniec wyprawy. 1068 km, trzy stolice, 16 dni, 69 godzin w siodle… to wszystko nagle do mnie dotarło.
Dopiero po godzinie pomyślałem o kolacji i zaplanowaniu powrotu do Krakowa.

Okazuje się, że z rowerem to może być trudniejsze niż się wydawało. Internet okazał się bezsilny, więc szybka piłka: zostaję na noc w Augustowie a rano do Białegostoku pociągiem. Chciałem wykupić od razu bilet, ale oddalona o 4 km stacja kolejowa zamknięta na 4 spusty do odwołania. Zatem kierunek camping. Pierwszego: nie ma – tylko tablica, że jak chcę to mogę go kupić. Drugi to nie camping tylko kwatera prywatna. Wreszcie trzeci: Marina, faktycznie w marinie nad jeziorem Necko. Ładne miejsce, cisza i spokój.

Właśnie siedzę na pomoście, popijam regionalne piwo Żywiec i gapię się na gwiazdy odbite w jeziorze. Gwiazdy to dobra wróżba.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.