Blue Velo

Przejechałem Blue Velo podczas pierwszych trzech dni mojego objazdu Pomorza Zachodniego w sierpniu 2022 roku. Pokonałem nim około 260 km z Kostrzyna nad Odrą do Międzyzdrojów, a sam szlak kończy się 15 km dalej w Świnoujściu. Z każdym dniem zasługiwał on na coraz lepszą ocenę: dzień pierwszy na marne 3 na szynach, drugi był już dobry, a trzeci to 5 z plusem.

Dworzec PKP Kostrzyn

Początek szlaku w Kostrzynie nad Odrą jest wygodnym rozwiązaniem, bo łatwo dostać się do niego pociągiem. Z Krakowa jest to co prawda 7 godzin podróży, ale za to bez przesiadek i ze znośnymi warunkami dla przewozu roweru. Warto zadbać o bilet z wyprzedzeniem, bo w całym składzie jest zaledwie 8 wieszaków umieszczonych tylko w jednym wagonie. Wszystkie były zajęte.

Pierwszy odcinek do Trzcińska Zdroju to 70 km, których nie wspominam dobrze. Większa część tej trasy poprowadzona została drogami publicznymi o niewielkim ruchu samochodowym. Jednak stan asfaltu i ich mała szerokość powodowały, że każdy przejeżdżający samochód powodował spory stres: ciężarówki za szerokie, by się z nimi bezpiecznie minąć podczas jazdy, a samochody osobowe pędziły ze stanowczo za dużą jak na te drogi prędkością. Były krótkie odcinki dróg rowerowych, np. za Chwarszczanami czy w okolicach Dębna, ale były zbyt krótkie by zmienić moją ocenę. Choć lunch w oberży, w sąsiedztwie kościoła w Chwarszczanach bardzo mi smakował. Sugeruję jednak alternatywny dojazd do Trzcińska-Zdroju, wzdłuż Odry po niemieckiej stronie granicy – nie zawiedziecie się. Niczego nie stracicie, a wrażenie będą o niebo lepsze.

Kościół św. Stanisława w Chwarszczanach, pierwotnie kaplica templariuszy (XIII w.)

Drugi dzień był o niebo lepszy od pierwszego. Na początek Trzcińsko-Zdrój ze swoimi starymi murami okalającymi miasto, a potem spokojne drogi z widokami na wiatraki i liczne winnice. Załapałem się nawet na degustację orzeźwiającego wina w winnicy Turnau w Baniewicach.

Brama Myśliborska w Trzcińsku-Zdroju (XIV w.)

Mogłem także po raz pierwszy zakosztować tego, co ściągnęło mnie na Pomorze Zachodnie, czyli dróg rowerowych wytyczonych po śladzie dawnej kolei. Jeden z takich odcinków rozpoczyna się w Swobnicy i biegnie kilometrami, czasem wzdłuż dróg publicznych, a czasami szczerym lasem.

Droga po śladzie dawnej kolei w okolicach Jeziora Długiego

Do Gryfina przejazd, z niewieloma krótkimi wyjątkami, prowadzi drogami przeznaczonymi dla rowerów. Za Gryfinem krótki odcinek prowadzi po niemieckiej stronie granicy. Z powodu strefy zagrożenia rozprzestrzenianiem się afrykańskiego pomoru świń trzeba w kilku miejscach otwierać sobie zapory chroniące przed przechodzeniem dzikich zwierząt. Pamiętać należy, aby je potem za sobą dokładnie zamknąć.

Zapora dla dzikich zwierząt na odcinku po niemieckiej stronie granicy.

Ostatni odcinek tego dnia i wjazd do Szczecina, mimo iż w towarzystwie dużego ruchu samochodowego, odbywa się bezpiecznie po wyznaczonych dla rowerów ścieżkach współdzielonych z pieszymi. W samym Szczecinie te drogi rowerowe, po których przyszło mi jechać, były co najmniej zadowalające, ale oczywiście trzeba uważać na niektórych kierowców i pieszych.

Widok na Bulwar Chrobrego w Szczecinie

Dzień trzeci, zdecydowanie najlepszy na tym szlaku, to ponad 100 km po rozmaitych nawierzchniach. Sporo leśnych odcinków szutrowych, trochę dróg publicznych, niekiedy z większym niż zwykle ruchem samochodowym, ale wszystko rekompensowały mijane po drodze atrakcje: plaża w Lubczynie nad Jeziorem Dąbie, Puszcza Goleniowska, lunch w Tawernie Panorama w porcie nad Zatoką Stepnicką

Plaża w Lubczynie nad Jeziorem Dąbie

Na odcinkach szutrowych w śladzie dawnej kolei trzeba jechać ostrożnie i profilaktycznie omijać każdą widoczną z oddali zmianę w kolorze nawierzchni. Wiele z nich oznacza zdradliwe zapadliny, najpewniej wypłukane przez wodę. Przejazd przez te mniejsze co najwyżej potrzepie rowerem, ale widziałem i takie, w których koło mogłoby niebezpiecznie się zapaść stwarzając zagrożenie dla rowerzysty i sprzętu.

Nie zaszkodzi też być czujnym przy wjeździe do Wolina. Spory ruch samochodowy i pieszy oraz spore inwestycje drogowe wymagają rozważnej jazdy. Ale miasto jest warte odwiedzenia, szczególnie że byłem podczas Festiwalu Słowian i Wikingów.

Park Natury Zalewu Szczecińskiego

Kolejne kilometry szutrowego szlaku rowerowego biegną przez teren Parku Natury Zalewu Szczecińskiego, gdzie zobaczyć można wolno żyjące koniki polskie oraz krowy rasy Scottish Highland. Warto się rozglądać, bo miejsce to nazywane jest rajem dla ptaków.

Park Natury Zalewu Szczecińskiego

Ostatni odcinek szlaku po opuszczeniu parku to kilkanaście kilometrów dość pofałdowanego terenu po południowej granicy Wolińskiego Parku Narodowego, zakończony wjazdem do Międzyzdrojów od strony Zalesia.


Jeśli chodzi o noclegi, to nie jest najgorzej. Pierwszą noc spędziłem w gospodarstwie agroturystycznym „Bylinka” w oddalonych o 6 km od Trzcińska-Zdroju Góralicach – polecam! Wróciłem tam tydzień później pokonując Trasę Pojezierzy Zachodnich. Nocleg w centrum Szczecina znalazłem na Bookingu, a w Międzyzdrojach spałem pod namiotem na kempingu.

Jest dobrze z infrastrukturą gastronomiczną i sklepami. Będzie gdzie uzupełnić na trasie wodę czy przekąski.

Podsumowując: Blue Velo warto jest poznać. Zapewni mnóstwo przyjemności z jazdy i wielu wrażeń. Namawiam jednak do pokonania odcinka z Kostrzyna do Trzcińska-Zdroju niemiecką D12 wzdłuż lewego brzegu Odry i w Siekierkach przekroczyć granicę pięknym mostem rowerowo-pieszym, by dalej R20 dotrzeć do Blue Velo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.