Dzień trzynasty: Finisterre

Po półtoragodzinnej jeździe autobusem dotarłem do miasteczka Fisterra leżącego na półwyspie Finisterre – koniec Ziemi. Potem 2,5 kilometrowy spacer na „przylądek”, który tak naprawdę przylądkiem nie jest (ale może lepiej mieszkańcom tego nie mówić, niech żyją w błogiej nieświadomości).

Droga początkowo wiodła przez port, obok maleńkiego zamku, a wreszcie zaczęła wspinać się coraz wyżej skrajem szosy, gdzieniegdzie granicząc z wysokim urwiskiem. Wspinaczka wcale nie męcząca trwała prawie do samej latarni morskiej. A tam oczywiście tłumy turystów, wielu przyjechało autokarami i samochodami, ale wielu też przyszło na nogach albo przyjechało na rowerze.

Jest coś przejmującego, zarówno w widoku znaku końca szlaku na którym wypisano odległość do celu 0,00 km, jak i w widoku oceanu.

Latarnia morska
Latarnia morska

Ślady obecności rodaków: Pokój i Miłość :)
Ślady obecności rodaków: Pokój i Miłość 🙂

Trafiła się też niespodzianka: kolejne spotkanie z niezłomną trójką z Katowic, która także o jeden dzień opóźniła swoją wizytę w Fisterra. Była więc wreszcie okazja do wspólnego pamiątkowego zdjęcia. Potem portowy obiad: zupa rybna, ryby z grilla i oczywiście wino.

Po powrocie do Santiago trzeba było zacząć przygotowania do jutrzejszego wyjazdu, a że rower do pociągu trzeba spakować, okazuje się że nie na darmo wiozę ze sobą torbę na rower.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.