Wszystko naraz, czyli Velo Dunajec, Zalipie, Trasa Wiślana i Puszcza Niepołomicka na ciepło

Tatry pojeżdżone, przeto poprzeczka zawisła wysoko. Przyszła kolej na zdobycie kolejnego szczytu: szczytu głupoty 🙂  Niezłym sposobem na dokonanie tego jest całodzienny wyjazd rowerem w najgorętszy dzień lata, przy temperaturze sięgającej w cieniu 40°C, i to po nieprzespanej nocy. 140 km wystarczyło, aby prócz zmęczenia przywieźć do domu opaleniznę określaną w niektórych podręcznikach mianem „pierwszego stopnia”. Ale skłamałbym, gdybym powiedział, że choć przez chwilę żałowałem.

Wjazd na VeloDunajec w miejscowości Ostrów

Pociąg z Płaszowa do Nowego Sącza odjeżdżał o 4:19, a zajęcia dnia poprzedniego nie pozwoliły mi się nawet zdrzemnąć przed podróżą. W pociągu towarzystwo rozbawionych Portugalczyków, dla których poprzedni dzień także jeszcze się nie skończył, uchroniło mnie przed przespaniem stacji. Zachwalałem już wygodę podróżowania Kolejami Małopolskimi, więc wiecie, że ryzyko zaśnięcia było bardzo realne. Po równej godzinie wysiadłem jednak bezpiecznie na stacji w Bogumiłowicach chwaląc sobie, że komfortowa podróż Impulsem kosztowała zaledwie 18 zł.

Obowiązkowym elementem początku podróży jest oczywiście kawa na Orlenie, zatem po przejechaniu pod A4 do Wierzchosławic, obok Centrum Kultury Wincentego Witosa, dotarłem po 10 minutach na stację benzynową. Ostatni rzut oka na stan techniczny roweru (wiem, powinienem to zrobić w domu, ale wiecie – brak czasu i takie tam) i ruszam na start odcinka VeloDunajec w miejscowości Ostrów. Aby tam dotrzeć trzeba przejechać 2 km na wschód drogą wojewódzką nr 973.

Równo z wybiciem godziny 6:00 ruszyłem. Słońce ledwie wisiało nad horyzontem, ale temperatury na termometrze z pewnością pozazdrościliby wczasowicze znad Bałtyku. Mijałem dojeżdżających do pracy mieszkańców okolicznych wsi, którzy strojem zdradzali, że im także jest ciepło.

Odcinek Ostrów-Wietrzychowice to 26 km doskonale utrzymanej ścieżki asfaltowej z niewieloma króciutkimi odcinkami dróg publicznych. Zdarzyło mi się spotkać jadących motorowerami lokalsów, ale nie stanowili oni żadnego zagrożenia. Jednak stan prawie wszystkich oznaczeń szlaku na asfalcie świadczył, że są one ulubionym obiektem testowania tzw. palenia gum w pojazdach spalinowych okolicznej młodzieży.

Świt nie jest moją ulubioną porą dnia, ale unoszące się nad łąkami mgły i odgłosy rozbudzonej już natury w 100 procentach rekompensowały dyskomfort. Spokojnym tempem, nie przekraczając 25 km/h, dotarłem do Biskupic Radłowskich, gdzie tuż przy szlaku stoi pomnik Bohaterów Września 1939, a za nim punkt widokowy.

Pomnik w Biskupicach Radłowskich
Pomnik w Biskupicach Radłowskich

Nie zabawiłem tam długo, przez co po godzinie byłem mniej niż 5 km przed końcem tego odcinka. W Otfinowie postanowiłem przeprawić się promem na drugą stronę i podjechać do odległego o 10 km Zalipia, malowanej wioski, z której rysunki widziałem niegdyś w krakowskich Zalipiankach na Szewskiej.

Przeprawa promowa w Otfinowie
Przeprawa promowa w Otfinowie

Po pół godzinie byłem już w Zalipiu. Faktycznie, na wszystkich domach, nawet tych najbrzydszych, dostrzec można było elementy kwiatowe w wymyślnych kolorach. Dotyczy to zarówno starych chat jak i nowoczesnych, pewnie dopiero co wybudowanych, budynków gospodarczych. Było za wcześnie aby zobaczyć wnętrze kościoła, ale dotarłem do Domu Malarek, gdzie urządzono coś w rodzaju mini-skansenu i miejsce odpoczynku dla podróżnych. W Domu Malarek można też, gdyby naszła Was ochota, kupić coś gorącego do picia, a kto wie, może i do jedzenia.

Zalipie

W Zalipiu dotarłem też do gospodarstwa, które reklamowało się kilkoma drogowskazami z napisem „zwiedzanie”, ale była to oferta raczej dla maluchów.

Zalipie

Z Zalipia zdecydowałem się na przejazd 10 km do Siedliszowic, gdzie spotkać się miałem z odcinkiem Wiślanej Trasy Rowerowej (WTR) prowadzącym ze Szczucina. Kilometr dalej przekroczyłem Dunajec ponownie korzystając z promu. W tym miejscu przydać Wam się może uwaga, że prom w Wietrzychowicach pływa między 6:00 a 20:00. Wspomniany wcześniej prom w Otfinowie kończy kursowanie godzinę później, bo o godz. 21:00.

Prom w Wietrzychowicach
Promem w Wietrzychowicach podróżowało głównie zboże do skupu

Po kolejnym kilometrze dojechałem do miejsca gdzie kończy się trasa VeloDunajec dołączając do WTR. Choć tu zaczął się dla mnie odcinek podróży Trasą Wiślaną, to jeszcze przez kilka kilometrów podążałem wzdłuż Dunajca aż do jego ujścia do Wisły.

Skrzyżowanie WTR i końcówki trasy VeloDunajec

Do samego ujścia prowadzi nawet drogowskaz, choć trochę myląca jest informacja o odległości. Do cypla, zamiast 1 km, polną drogą jest ponad 1600 metrów w jedną stronę. Jest tam maleńka piaszczysta plaża, na której można urządzić sobie piknik z małym ogniskiem, z widokiem na przystań promową i kościół w Opatowcu oraz na łączące się wody WisłyDunajca.

Cypel u ujścia Dunajca, po lewej wody Wisły, po prawej Dunajca

Wisła na odcinku od Ispiny do Opatowca kręci meandry jak oszalała, a przez to także podróż rowerem po jej wale to ciągłe obracanie się względem stron świata. Zapewnia to równomierną opaleniznę, ale jednocześnie wiejący z południa ciepły wiatr wiele razy dmuchał prosto w nos zauważalnie zwalniając tempo podróży. Jeszcze ciekawsze esy-floresy trasa kręci u ujścia pomniejszych rzek.

Ujście Uszwicy

Szczególnie miłe dla oka jest ujście Uszwicy w Kopaczach Wielkich, gdzie przy okazji znajduje się Miejsce Odpoczynku dla Rowerzystów (MOR). Wyposażone jest ono w zadaszoną wiatę, stojaki dla rowerów (trochę pordzewiałe, ale jak potem zauważyłem, rdzewieją one na wszystkich MOR-ach), a także (sic!) palenisko do zrobienia grilla. Nieczęsto wożę ze sobą w sakwach worek brykietu, ale popiół w palenisku wskazywał, że są chętni do korzystania z takiego udogodnienia. Przydałoby się jeszcze, żeby można tam uzupełnić zapas wody, ale – przynajmniej na razie – jest to niemożliwe. Po ścielących się na ziemi plackach widać za to, że upatrzyły sobie to miejsce pasące się opodal krowy.

MOR w Kopaczach Wielkich
MOR w Kopaczach Wielkich, na trzecim planie grill 🙂

Słońce smażyło już na 120% i poczułem, że mimo nałożenia na siebie grubej warstwy filtra UV, zaczynam odczuwać na skórze wzmożoną produkcję witaminy D. Woda w bidonie dawno osiągnęła temperaturę pozwalającą na zaparzenie herbaty, przez co bez żalu część z niej zamiast wlewać do gardła wolałem wylewać sobie na plecy. Ale w efekcie zapas wody niebezpiecznie zaczął niknąć. Ostatni sklep, który widziałem, był 35 km temu, zacząłem się więc rozglądać za jakimś kolejnym. Możliwe, że były jakieś po drodze, ale do mijanych wsi trzeba by zjeżdżać ze szlaku na kilka kilometrów, nie zdecydowałem się na to, przez co zapasy uzupełniłem dopiero 15 km dalej, w Uściu Solnym.

Autorki placków na MOR w Kopaczach

Uście Solne jest niedużym miasteczkiem usytuowanym tuż przy WTR. W sklepie zagarnąłem od razu dwie butle wody, loda Magnum z podwójną zawartością malin oraz dwie wściekle zimne puszki Pepsi, które w towarzystwie przyglądającego mi się z pomnika króla Kazimierza wychyliłem duszkiem w cieniu altany na rynku. Swoją drogą, altana rekompensowała z pewnością brak lokali gastronomicznych w najbliższej okolicy, co wywnioskowałem ze ścielących się pod nogami tuzinów puszek po piwie, butelek po mocniejszych trunkach, a nawet komplecie szklanych kieliszków á 50 ml.

Kawałek cienia na rynku w Uściu Solnym

Z Uścia Solnego wzdłuż Wisły podążałem jeszcze przez około 12 km, aż do mostu łączącego Ispinę z leżącym na lewym brzegu Nowym Brzeskiem. W Ispinie, tuż poniżej mostu, znajduje się kolejny MOR. Za to WTR kilometr dalej traci asfalt i zamienia się w szutrową drogę, by w końcu wjechać na drogi publiczne.

W drodze do Ispiny

Osiągnąłem już temperaturę i barwę buraczków na ciepło, tym łatwiej było mi podjąć decyzję o pożegnaniu się z Wiślaną Trasą Rowerową i pomknięciu na południe, przez Wolę Zabierzowską wprost do Puszczy Niepołomickiej, w nadziei na cień i trochę ochłody. Po drodze odwiedziłem jeszcze kąpielisko „Bobrowe rozlewisko” z cieszącą się popularnością piaszczystą plażą.

Bobrowe rozlewisko w Woli Zabierzowskiej

Kawałek dalej, po przekroczeniu Drwinki, wpadłem w puszczę, minąłem po lewej wylot Żubrostrady i dojechałem do Drogi Królewskiej. To nią właśnie, choć w towarzystwie samochodów, ale jednak w cieniu, dotarłem do centrum Niepołomic. Tam długo oczekiwana przerwa na obiad. Jadłem w ogródku na powietrzu i miałem wrażenie, że z każdą minutą temperatura powietrza jeszcze rosła. Wrażenie to potęgowały reakcje palaczy, którzy niechętnie opuszczali klimatyzowany lokal, nie więcej niż na długość papierosa, a narzekali, jakby spotkała ich największa w życiu krzywda.

W Puszczy Niepołomickiej
Do Niepołomic w cieniu, po królewsku 🙂

Ostatni odcinek do Krakowa to przejazd ulicą Grunwaldzką z krótką wizytą u stóp Kopca Grunwaldzkiego, a następnie przez niepołomicką strefę ekonomiczną, Grabie do Brzegów. Po przejechaniu mostkiem nad Drwiną dotarłem do pamiętającego ubiegłoroczne Światowe Dni Młodzieży Campus Misericordiae, a dalej ścieżką rowerową wzdłuż Traktu Papieskiego, pod trasą S7 do ul. Tadeusza Śliwiaka. Stąd można dalej wygodną ścieżką wzdłuż ul. Christo Botewa, Lipskiej i Stanisława Klimeckiego dojechać do centrum Krakowa, lub skierować się na północ ul. Półłanki do mostu Wandy. Tuż za mostem, u wylotu ul. Jana Onufrego Zagłoby, rozpoczyna się fragment poprowadzony wałem na lewym brzegu Wisły, którym także dotrzemy do centrum mijając po drodze elektrociepłownię w Łęgu.

Kopiec Grunwaldzki w Niepołomicach

Podsumowując, przejechałem tego dnia blisko 150 km w warunkach przypominających mi ubiegłoroczną miesięczną wyprawę po Hiszpanii. Zachodzę w głowę jak mi się to wtedy udało, skoro dzisiejsza jazda tak mnie wyczerpała. Jakimś wytłumaczeniem może być niewyspanie, ale trasa jest przecież płaska jak stół i daleko jej do górskich hiszpańskich odcinków.

Nowy most na Wiśle (S7)

Osobom chcącym przejechać tę trasę szczerze to polecam. Wyobrażam sobie, że równie ciekawie byłoby pojechać w kierunku przeciwnym. Warto sprawdzać na bieżąco informacje o postępie inwestycji na WTR, wciąż słyszę o pracach na kolejnych jej odcinkach. Niedawno czytałem, że lada moment będzie budowana ścieżka Niepołomice – Ispina oraz kolejne MOR-y. Liczcie się jednak z faktem, że charakter trasy wyklucza podróż w cieniu drzew, a trafiają się długie fragmenty pozbawione szans na zakupy jeśli nie zboczy się z trasy. I jeszcze jedno: prawdopodobnie jako jedyny byłem na tyle głupi, żeby jechać w taką pogodę, ale na 70 km odcinku Wiślanej Trasy Rowerowej od Wietrzychowic do Woli Zabierzowskiej nie spotkałem ani jednego rowerzysty (!).  Mam nadzieję, że nie świadczy to o niskiej popularności trasy, ale na wszelki wypadek miejcie ze sobą łatki do dętki i pomkę 🙂

6 odpowiedzi do “Wszystko naraz, czyli Velo Dunajec, Zalipie, Trasa Wiślana i Puszcza Niepołomicka na ciepło”

  1. Bardzo ciekawa trasa i dla oka wizualnie piekna 🙂 zapisuje sobie Twoje trasy, zeby moc je przejechac kiedy juz mala nada sie na przyczepke 🙂

    1. Jak najbardziej nadaje się do jazdy szosówką. W kilku miejscach wybrałem ścieżki szutrowe, szczególnie w drodze do Zalipia, ale tuż obok były drogi asfaltowe. Od Ispiny warto już jednak zjechać w kierunku puszczy, a nawet wcześniej jest szansa na ewentualny skrót. Jedynym kłopotem może być woda, ale myślę że po wsiach znajdziesz życzliwą studnię u gospodarza. Pozdrawiam

    2. Ja chciałem to właśnie sprawdzić ostatnio to z Niepołomic od mostu jest jakies 2km asfaltu wałem poźniej albo trzeba zjechać i jechać aż pod Ispine gdzie się zaczyna asfalt prawie przed mostem w Ispini albo wałem trawa ok 1-1,5m 😀 taka wtedy była jakies 3 tyg temu jechałem a od Ispini dalej wałem nie wiem ile jest bo jechałem tam kolo 3km i wracałem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.