Dzień drugi: Esna – Uulu

Prognoza pogody kolejny raz nie dała rady. Zamiast deszczu, jak przewidywała, tuż przed szóstą obudziły mnie ptaki. Po szybkim prysznicu śniadanie mistrzów, czyli nieodłączny w takich okolicznościach makaron, tym razem z sosem neapolitańskim i kawą rozpuszczalną. Nie udało się jednak ruszyć od razu z powodu rosy. Wysuszenie namiotu przed spakowaniem zabrało ponad godzinę. Ruszyłem o 9-tej, by po niespełna 20 km zrobić w Paide przerwę na uzupełnienie zapasów, głównie wody i daktyli. Czytaj dalej Dzień drugi: Esna – Uulu